Ekstremalnie za krzyżem
Autor: Michał Laudy (laudy@biala24.pl)
Data publikacji: 14.04.2017, 15.00
fot. Michał Laudy
Około dwieście osób na tydzień przed Wielkim Piątkiem podążyło nietypową drogą krzyżową. Przez całą noc i trochę poranka przemierzali głównie polne drogi regionu, aby spróbować poczuć choć w części takie zmęczenie, jakiego doznał Jezus Chrystus.
Z kościoła bł. Honorata wychodzimy kilka minut po godzinie 21.00. Wszyscy w kamizelkach odblaskowych i z plecakami z prowiantem, niektórzy z krzyżami, mniejszymi, większymi. Jest ktoś z różańcem, są pary trzymające się za rękę. Ktoś z latarką na dynamo - skuteczną, ale głośną przy rozruchu.

Do Cicibora Dużego dochodzimy o 22. Z daleka witają nas swoim szczekaniem chyba wszystkie możliwe psy. Miała na nas czekać (cokolwiek by to nie znaczyło) właścicielka domu przy drugiej stacji, ale ostatecznie jedynymi ludźmi jakich mijamy są kierowca BMW jadącego przez wieś oraz kilka pań, pozdrawiających nas przy skrzyżowaniu z drogą wojewódzką. Jest to ostatnia wieś, przez jaką przechodzimy jeszcze przy świetle latarni.

Przez półtora kilometra idziemy poboczem najbardziej ruchliwej drogi, jaką zdarzy nam się minąć tej nocy. Grupa prawie dwustu osób z latarkami wygląda na tyle poważnie, że pewien kierowca zatrzymuje się i pyta, czy dalej przejedzie. Wchodzimy na polną drogę, po jakimś czasie na polną piaskownicę, w której w kilkanaście minut odciśnięte zostaną tysiące śladów. O 23, na trzeciej stacji pod kościołem w Hrudzie w ruch idą pierwsze termosy.

Nie tylko my się trudzimy - w oddali słychać maszyny rolnicze. I po pewnym czasie nawet dokładnie czuć, co robią. Przy czwartej stacji w Ossówce wchodzimy na asfalt. Nad nami coraz bardziej się rozpogadza, przed nami prosta droga. Jest już sobota, kiedy dochodzimy do piątej stacji w Witulinie-Kolonii. Następna stacja w rekordowo bliskiej odległości - nieco ponad 900 metrów. Grupa jest już na tyle rozciągnięta, że zapewne w dwóch miejscach jednocześnie rozbrzmiewają teksty rozważań. Pod budynkiem, który mógłby służyć za wzorzec wiejskiego sklepu, pierwsze dłuższe postoje i pierwsze kanapki. W oddali widać mgły, jest chłodno bo i całkiem pogodnie.

Ponownie wchodzimy na polną drogę. Jest tak jasno, że można wyłączyć latarki. Na jasnym nocnym niebie odcina się rząd ciemnych słupów energetycznych i ciągnie się przez następne dwa kilometry. Aż do siódmej stacji, ponad stuletniego krzyża w szczerym polu. Niebo już nie jest nam przyjazne, grube chmury przykrywają je tak, że można się tylko domyślać gdzie jest Księżyc. Siódma stacja to upadek Jezusa - i pielgrzymi także padają na ziemię.

Dalej idziemy przez pola i lasy. Nie jest to wycieczka krajoznawcza, ale w ciemnościach i przy nieurozmaiconym krajobrazie reguła milczenia powoli odchodzi w niepamięć. Na 18. kilometrze mężczyzna w sile wieku staje i dość długo walczy ze zmęczeniem, mówi "ciężko, a to dopiero połowa trasy". Po 1.30 wchodzimy do Mariampola i na asfalt, ku zadowoleniu stóp, przez ostatnie 90 minut stąpających po gruncie.

Przy ósmej stacji pierwsze wątpliwości, czy powinno się pójść w lewo czy prosto. Nie ma tu strzałki, ustawionej wcześniej przez organizatorów w wielu wątpliwych miejscach. Idziemy prosto, przez pola, po nawierzchni z ziemi, mchu i czegoś jeszcze, co wysyła nam sygnał, że dla dobra nóg niebawem może lepiej odpuścić. Przed wyjściem drogi krzyżowej organizatorzy zapowiadali, że nie ma co iść na siłę, jeśli dalsza wędrówka może być nierozsądna.

Pod bazyliką w Leśnej Podlaskiej duży postój, w parku i na murku pielgrzymi zużywają prowiant. Na tym etapie odpuszczamy, tak jak wielu, a być może większość uczestników. Jest 2.30. To punkt przełomowy - gdyby ktoś zrezygnował wcześniej, miałby pewnie spore problemy z wytłumaczeniem przez telefon, skąd ma go zabrać samochód, a kto przeszedł tę stację, przeszedł już pewnie trasę do końca. "- Idzie ktoś jeszcze? - Nie, ale kibicujemy", słyszym od pewnej kilkuosobowej grupy.

Pierwsi pielgrzymi doszli do kościoła św. Antoniego około godziny 7 rano. Grupa zdążyła się na tyle rozciągnąć, że wówczas niektórzy byli jeszcze poza granicami miasta. Ci, którzy przeszli całą trasę, byli w 17 miejscowościach w trzech gminach. W nogach mają 41,4 kilometra.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z TEGO WYDARZENIA
KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.