Ewa Uryga zaśpiewała w Veronie. Koncert muzycznych wzruszeń
Autor: Istvan GRABOWSKI
Data publikacji: 24.02.2017, 14.22
fot. Istvan Grabowski
Ewa Uryga kolejny raz oczarowała bialską publiczność. Jej czwartkowy recital w klubie Verona przejdzie pewnie do historii życia kulturalnego miasta jako wydarzenie muzyczne. Na jednej scenie spotkali się nowojorscy i polscy muzycy.
Ewa Uryga ma wszystko, czego potrzeba gwieździe jazzu - urodę, gruntowne wykształcenie, obycie sceniczne, fantastyczny głos, charyzmę i siłę interpretacji, która sprawia, że każdy utwór w jej wydaniu staje się godnym podziwu cacuszkiem. W setną  rocznicę urodzin Elli Fitzgerald przypomniała sobie o nowojorskich przyjaciołach, aby wspólnie z nimi zagrać serię koncertów z pomnikowymi standardami tej artystki. Przed występem w Białej Podlaskiej, zaśpiewała przy huraganowej owacji w Toruniu. Wyjątkowo liczna publiczność, jaka zjawiła się w Veronie, doznała przysłowiowego dreszczyku emocji, bo wokalistka zachwycała głosem.
Zaczęła recital nastrojową balladą „A Child is Born” stanowiącą jakby preludium swingowej uczty. Potem były inne utwory: „Lush  Life”, „Round Midnight”, „Don’t Go to Strangers” i porywający skatową wstawką wielki przebój „Good Morning Heartache”. Wszystkie znakomicie brzmiące dzięki wytrawnym instrumentalistom: pianiście Markowi Soskinowi, kontrabasiście Jarosławowi Michalukowi i perkusistce Dorocie Piotrowskiej. Wokalistka uzupełniała swoje popisy głosowe obszerną informacją  o treści wykonywanych piosenek.



W przerwie koncertu pani Ewa odpowiedziała na kilka pytań. 19 lat temu nagrała pani w Nowym Jorku płytę „Ballads for Ella”. Dlaczego zadedykowała ją pani właśnie Elli Fitzgerald?
- Kończąc Akademię Muzyczną w Katowicach, pisałam pracę magisterską poświęconą technice wokalnej tej artystki. Ella była drugą po Mahalii Jackson, która zmieniła moje życie. Imponowała mi jej charyzma.To przykład cudownej duszy, przepełnionej radością
i uśmiechem. Taka też była no koncertach, gdzie ujawniała niesamowity sposób swingowania..Do nagrania standardów jazzowych dojrzałam w czasie podróży pociągiem. Czytałam właśnie o niej książkę i poczułam, że jestem jej winna płytę. Pamiętam tę decyzję doskonale..

Dzisiejszy koncert jest częścią dłuższej trasy. Jak śpiewa się pani w tym składzie?
- Znakomicie. Cieszę się bardzo, że może mi towarzyszyć żywa legenda jazzu. Mark Soskin  jest nie tylko wirtuozem  fortepianu, ale muzykiem grającym wcześniej z plejadą gwiazd amerykańskiego jazzu. Uzupełnia go dwójka młodszych instrumentalistów, z którymi się świetnie rozumiemy. Stąd występy stanowią czystą przyjemność.

W Białej Podlaskiej śpiewa pani nie po raz pierwszy. Co sprawia, że tak chętnie pani do nas przyjeżdża?
- Na pewno publiczność.  W Białej Podlaskiej zawsze mogę liczyć na wspaniałą atmosferę. Wyjadę z miłymi wspomnieniami.

Z wielką gracją śpiewała pani na festiwalach jazzowych i w musicalach. Czy to prawda, że potrafi pani odnaleźć się w każdej muzyce?
- To prawda, że fascynują mnie różne gatunki muzyczne. To niesamowite, jak w różny sposób można wyrażać przez muzykę uczucia. Zauważyłam, że lubię śpiewać w różnych stylach, choć najbliższe jest mi gospel.

Sprawia pani wrażenie osoby pogodnej i spontanicznej. Czy czuje się pani szczęśliwa?
- Jestem szczęśliwa, bo odnalazłam Boga. Świadomość, że jest się kochaną, a co za tym idzie potrzebną ludziom, otwiera we mnie możliwość niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Nie ma większego szczęścia, niż umieć dawać siebie innym.

O koncercie gwiazdy gospel wypowiedzieli się też słuchacze.
Jan Pietrow: - Nie po raz pierwszy słuchałem tej wokalistki i za każdym razem jestem pod wrażeniem jej wielkiego talentu. Mam wrażenie, że pani Ewa delektuje się na scenie tym, co robi. Słuchając jej głosu, odlatuje się w inną przestrzeń.
Ewa Magier: - Chyba nie przypadkiem na ten koncert przyszło tak wielu ludzi. Patrzyłam na miny sąsiadów i miałam wrażenie, że im też podobało się idealne porozumienie muzyków, ich cudowna swoboda interpretacyjna. Wprawdzie na co dzień słucham innej muzyki, ale cieszę się, ze tu jestem.
Mirosław Radecki: - Czuję się zachwycony głosem tej artystki. Dlatego staram się nie opuszczać żadnego koncertu z jej udziałem. Pani Ewa potrafi cieniować nastroje, które angażują słuchacza bez reszty.
Regina Skerczyńska: - Przekonuje mnie wspaniały klimat koncertu. Miło słuchać i popatrzeć, ile serca wkładają muzycy, jakimi żyją emocjami.
Jacek Kujko: - Pierwszy raz jestem na takim koncercie, ale zrobił na mnie wielkie wrażenie. Zaczynam wchodzić w jazzowe klimaty. Zachwyciła mnie nie tylko bohaterka wieczoru. Muzycy grali z taką pasją, że budzili mój podziw..
Tomasz Rzeczkowski: - Na pewno warto było tu dzisiaj przyjść. Rewelacyjna wokalistka podbiła serca bialczan. Jestem pełen uznania dla Jarka Michaluka, że udaje mu się ściągać do nas muzyków takiego formatu.


KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.