Od Verdiego do Joplin
Autor: Istvan Grabowski, KJ
Data publikacji: 27.04.2017, 13.22
fot. Istvan Grabowski
Udało nam się porozmawiać z Elą Dębską – śpiewającą aktorką, uczestniczką niedawnego Biała Blues Festiwal. Wywiad przeprowadził z nią Istvan Grabowski.
Przyjęła pani zaproszenie na Biała Blues Festiwal z powodu promowanego programu dedykowanego Janis Joplin.
- Często koncertuję w różnych miejscach, także poza granicami kraju. Mam młody, dobrze grający zespół i ogromną chęć śpiewania. Czy trzeba czegoś więcej?
Podobno lubi pani zaskakiwać.

- To też, a przede wszystkim stawiać sobie odważne wyzwania. Od czasów studiów we wrocławskiej PWST byłam pewna, że jeśli chce się coś osiągnąć i zaistnieć w przestrzeni publicznej, trzeba stale próbować. Nawet, jeśli ta próba wymagałaby wielu poświęceń.  Może właśnie dlatego w czasie moich studiów zaczęłam śpiewać klasykę.

Skąd u aktorki ciągoty muzyczne?
-Zanim rozpoczęłam studia ukończyłam szkołę muzyczną drugiego stopnia. Od wczesnych lat młodości grałam na gitarze i próbowałam własnych kompozycji. Piszę je nadal.
Powróćmy na chwilę do klasyki.

- Otrzymałam propozycję współpracy z Operą Wrocławską, gdzie występowałam w operach Giuseppe Verdiego. Miałam możliwość sprawdzenia swoich możliwość w czasie trasy koncertowej we Włoszech, gdzie przyjmowano mnie bardzo gorąco.

Potem zaczęła pani flirt z filmem.
- Istotnie, tuż po uzyskaniu dyplomu aktorskiego Jan Jakub Kolski zaproponował mi rolę Julki w filmie „Pograbek”. Od tamtej pory miałam sposobność grać w ośmiu filmach fabularnych. pisałam też piosenki do filmów „Jańcio Wodnik”, Magneto” i „Prostytutki”.  Zadania aktorskie rozwijałam w warszawskim Teatrze Kwadrat, grając tam przez dwa sezony.

Zasłynęła pani jednak jako interpretatorka ballad Leonarda Cohena.
- Skłonił mnie do tego nieżyjący już Maciek Zembaty, wielki entuzjasta twórczości kanadyjskiego mistrza nastroju i tłumacz wielu jego utworów. Razem odbyliśmy setki koncertów z recitalami kompozycji Cohena. Nagraliśmy też wspólnie trzy płyty. Ostatnia, wydana w 2002 r. nosiła tytuł „Piosenki trumienne”.

Jak to się stało, że podjęła pani próbę śpiewania utworów wielkiej gwiazdy ery bitników, czyli Janis Joplin?
- To wspaniała, choć tragiczna postać, która przez cały czas swej krótkiej, acz bogatej kariery borykała się z brakiem zrozumienia. Zainteresowałam się jej utworami dużo wcześniej, niż zrobiły to Natalia Sikora i Natalia Przybysz, śpiewające teraz recitale z piosenkami Janis.
Namówił mnie do tego Zembaty podsuwając płytę „Pearl”. Początkowo potraktowałam to jako żart. Skąd ja zdeklarowana balladzistka miałabym zdobyć się na tak ekstremalne śpiewanie? Janis nie da się imitować wprost. Trzeba zrozumieć atmosferę, w jakiej tworzyła, poznać i zrozumieć jej teksty. Było w nich tyle bólu i rozpacz, a ona próbowała to wszystko wyrzucić z siebie. Pewnie dlatego była taka spontaniczna i niepowtarzalna. Często improwizowała, sięgając po mocne używki.

Początkowo śpiewałam jej kawałek „Me and Bobby McGee”, trochę balladowy, trochę countrowy. Kiedy poznałam bliżej jej repertuar i rozgryzłam teksty, uświadomiłam sobie jak wiele miałam w życiu trudnych chwil, które też chciałabym wyrzucić z siebie. I tak krok po kroku adoptowałam wielkie szlagiery z tamtej, kolorowej epoki.
Niektóre utwory Janis m.in. słynne „Summertime” G. Gershwina śpiewam po swojemu z polskim tekstem.  Reakcja słuchaczy potwierdza, że nie trafiam w próżnię.

Na recitalach wykonuje też pani własne utwory.
- Cieszy mnie, że jest ich coraz więcej. Moja kompozycja „Odeszła” gościła już na listach przebojów Radia Kraków i Złote Przeboje Marka Niedźwiedzkiego. Część piosenek, które teraz proponuję słuchaczom, znalazła się na koncertowej płycie „Kochałam cię dziś rano”. Polecam ją uwadze słuchaczy.


KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.