Przetargi do poprawki. Zabrakło pieniędzy
Autor: Michał Laudy (laudy@biala24.pl)
Data publikacji: 11.09.2017, 07.28
Na przebudowę stadionu jeszcze poczekamy (fot. Kamila Augustynowicz, archiwum)
Kilka ostatnich przetargów na inwestycje w Białej Podlaskiej nie zostało rozstrzygniętych za pierwszym razem. Powodem były zbyt wysokie żądania finansowe potencjalnych wykonawców robót. Urząd miasta zapowiada, że nie wyda na inwestycje więcej, niż to konieczne.
Przetarg na przebudowę ulicy Kościuszki rozstrzygnięto za drugim razem. W pierwszym postępowaniu konsorcjum Tre-Dromu i Budomexu złożyło ofertę na prawie 544 tys. zł, podczas gdy magistrat ma do wydania prawie 448 tys. zł. Dwa tygodnie później urząd znalazł dodatkowe 60 tys. zł, a konsorcjum zbiło cenę do prawie 500 tys. zł. Ulica będzie więc wyremontowana, ale do 22 grudnia, a nie do końca października jak wcześniej planowano.

Boisko przy ulicy Janowskiej zaplanowane w ramach budżetu obywatelskiego, magistrat początkowo chciał wybudować za prawie 193 tys. zł. Jedyną ofertę, o 90 tys. zł wyższą, złożyło bialskie przedsiębiorstwo ZIB. Przetarg więc powtórzono, oferty urząd przyjmuje do 18 września. Gdyby przystano na ofertę ZIB z pierwszego przetargu, w minioną sobotę boisko powinno być oddane do użytku.

Nie ogłoszono jeszcze ponownego przetargu na przebudowę amfiteatru. W poprzednim bialski Dombud przebił oczekiwania magistratu o 1,7 mln zł, proponując cenę niemal 4,8 mln zł. Jeżeli dni miasta w przyszłym roku odbędą się w takim terminie jak ostatnio, to raczej nie odbędą się w nowym amfiteatrze - budowlańcy mogą się nie wyrobić.

To jednak mało spektakularne kwoty w porównaniu z przetargiem na przebudowę stadionu miejskiego. Urząd chciał wydać na ten cel 26 milionów złotych. Ofertę przysłał tylko warszawski Budimex, który zbudował m.in. Arenę Lublin. Co prawda, firma deklaruje, że zbudowałaby obiekt do 8 lipca 2019 roku, a nie do końca września 2019 jak przewidywał magistrat, ale zaproponowana kwota 55,559 mln zł to przebitka o 113 proc. Ciężko podejrzewać, aby i w kolejnym przetargu udało się zbić kwotę do poziomu akceptowanego przez miasto.

Dodajmy, że urząd przed przetargiem oficjalnie nie ujawnia dokładnych kwot, jakie zamierza wydać na realizację zamówienia. Jedyną wskazówką dla firm mogą być informacje z budżetu miasta i medialne wypowiedzi władz. Zgodnie z prawem zamówień publicznych, przetargi unieważnia się "jeżeli cena najkorzystniejszej oferty lub oferta z najniższą ceną przewyższa kwotę, którą zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia, chyba że zamawiający może zwiększyć tę kwotę do ceny najkorzystniejszej oferty."

A zamawiający drastycznie zwiększać kwoty nie zamierza. Powtarzane przetargi mają identyczną dokumentację - zmiana projektu też kosztuje. Co więc sprawia, że dokładnie taka sama usługa w różnym czasie ma różną cenę? Urząd miasta ma swoją teorię.

- Wszystkie firmy lokalne są bardzo mocno obłożone pracą. Występują dosyć wysokie zwyżki, jeśli chodzi o kwoty wykonania. Jako miasto nie mamy takiego komfortu i nie możemy do każdej inwestycji dokładać kilkanaście, kilkadziesiąt procent. Musimy czekać na koniunkturę, gdzie wstrzelimy się w termin, żeby firma mogła to zrobić za rozsądne pieniądze. Firmy mając napięty terminarz, dają dużo większe kwoty, myśląc że samorząd coś wysupła - mówi zastępca prezydenta Adam Chodziński, odpowiedzialny m.in. za inwestycje.

Stanowczo odrzuca sugestie, jakoby to urząd przeszacował inwestycje: - Jestem stuprocentowo pewien, że szacunki wykonano prawidłowo. Musimy ważyć wydatki budżetowe i stąd są pewne poślizgi.
KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.