ROZMOWA BIALA24: Jestem zadowolony z inwestycji
Autor: Klaudia Chmiel
Data publikacji: 10.09.2017, 08.50
fot. archiwum
O problemie, z którym boryka się powiat, o inwestycjach, planach na przyszłość, działaniach, które miały miejsce przez 1,5 roku na stanowisku, rozmawiamy ze starostą bialskim - Mariuszem Filipiukiem.
Na początek poruszyliśmy kwestię remontu odcinka drogi od mostu do skrzyżowania w Ortelu Królewskim. Są problemy z objazdem, najbardziej skarżą się pasażerowie autobusów. Dojazd wydłuża się o około 20 minut, czasem więcej.

- Na czas realizacji inwestycji trzeba te drogi zamknąć. Przyjdzie taki moment, że będziemy jeździć po równej, dobrej drodze i bez żadnych opóźnień – tłumaczy Mariusz Filipiuk.

Jak wygląda sytuacja w związku z afrykańskim pomorem świń?

Jeśli chodzi o trzodę chlewną, uważam, że jest katastrofa. Hodowli na terenie powiatu raczej nie będzie. Teraz widzimy co się dzieje na terenie miasta Międzyrzec Podlaski. W samym mieście jest sześć ognisk ASF, także w okolicznych miejscowościach – Wysokie, Rudniki. Praktycznie cały powiat jest objęty ASF. Problem nie dotarł do Sosnówki.

Z tego względu odwołaliśmy Bialski Festiwal Sękaczy. Wojewoda lubelski wydał rozporządzenie zakazujące organizacji imprez i zgromadzeń. Wykonanie tego powierzył staroście, więc nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie przestrzegali przepisów.

Za zwalczanie problemu odpowiedzialne są władze. Jakie jest ich podejście?

Uważam, że ta choroba nie jest właściwie zwalczana od sierpnia ubiegłego roku. Takie jest moje spostrzeżenie. Prawdopodobnie, gdyby samorząd od razu otrzymał środki na tego typu działania, to na samym początku, kiedy pojawiły się pierwsze ogniska, byłaby jeszcze szansa i możliwość, aby spróbować coś z tym zrobić. 

Na pierwsze spotkania zapraszaliśmy przedstawicieli Ministerstwa Rolnictwa. Oni od samego początku mówili, że jest to raczej tylko jakaś gra polityczna, że tu nie ma żadnej choroby. Gdyby od samego początku bardzo poważnie do tego tematu podeszli, to podejrzewam, że dzisiaj byłoby inaczej. Nie mielibyśmy takiego problemu.

Obecnie, są to ogromne straty finansowe, nie tylko dla gospodarki – są to tragedie ludzkie. Powiat bialski jest powiatem typowo rolniczym, na naszym terenie jest wielu hodowców trzody chlewnej. Nagle przychodzi moment, że z dnia na dzień stawia się „ścianę” i mówi się ludziom, że hodować już nie mogą.

Jakie powinno być złote lekarstwo, żeby to zwalczyć?

Uważam, że od samego początku powinno się działać dwutorowo. Powinny znaleźć się pieniądze na bioasekurację . Nie mówię, że w pełni powinny to być środki z ministerstwa, bo wiadomo, że tych pieniędzy zawsze brakuje, ale chociaż w  połowie. Drugą sprawą powinien być natychmiastowy odstrzał dzików. Przykładem są Czechy, tam minister rolnictwa, kiedy były dwa czy trzy przypadki zarażonych dzików, wydał rozporządzenie, by wystrzelać je wszystkie.

U nas rozporządzenie wydał Powiatowy Lekarz Weterynarii. Polski Związek Łowiecki stwierdził, że loch nie wolno wystrzelać. Panuje bałagan, sprawę dzików stawia się na pierwszym miejscu, a ludzie tracą swoje majątki, na które bardzo często pracowało kilka pokoleń. Nikt na to nie zwraca uwagi – to jest dziwne i „śmieszne”.

Lobby, które działa w PZŁ, to jest coś, czego nie jestem w stanie określić. W głowie mi się nie mieści, jak można takie rzeczy robić. Lech Bloch, Przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ, dziś jest ponad wszelkim prawem. On nie boi się ani Ministra Rolnictwa, ani Ministra Środowiska. PZŁ jako organizacja jedyna dostała potężny majątek skarbu państwa i nim zarządza.

Dobre modele mają np. Niemcy - tam są co najmniej cztery podmioty, które mają prawo dzierżawić obwody łowieckie ze Skarbu Państwa, a u nas w Polsce jest tylko i wyłącznie PZŁ. Jest grono myśliwych, które nie zgadza się z polityką PZŁ, ale nie mają innego wyjścia. Jeśli chcą polować, muszą należeć do tej organizacji.

Czy w lasach nadal są dziki?

Było ich mniej po pierwszych ogniskach, które wybuchały. Myśliwi z okolic Zalesia mówią, że pojawiają się nowe. Jeśli chodzi o obwód Międzyrzeca Podlaskiego, tam odstrzelili 95 dzików przez 3 miesiące. Na 10 marca, jeszcze poprzedni dzierżawca dokonał inwentaryzacji zwierzyny. Napisali, że na tym obwodzie jest 45 dzików. Trzy miesiące później nowy dzierżawca odstrzelił już 95. Rolnicy mówią, że faktycznie jest mniej dzików, ale jeszcze są, przychodzą, robią szkody. Co by było, gdyby tych 95 nie odstrzelono?

Dzisiaj jesteśmy w stanie udowodnić, że te inwentaryzacje to była fikcja. Po odstrzeleniu każdego dzika jest określona jego waga. To nie były warchlaki, tylko dziki o wadze 30-40 kg, a nawet więcej.

Czy zakończył się spór z myśliwymi?

Nie, sprawa jest w sądzie. Poprzedni dzierżawca, Koło „Diana”, wystąpiło do sądu z pozwem o złożenie oświadczenia woli. Próbują przez sąd zmusić mnie, bym podpisał z nimi umowę. Jesteśmy na etapie przygotowania odpowiedzi na pozew i wszelkich materiałów, które przekażemy do sądu, będzie to najprawdopodobniej w poniedziałek.

Jeżeli sąd uzna, że oni powinni na tym obwodzie gospodarować, ja będę szanował tę decyzję. Wtedy będzie to jasny przekaz, że w Polsce można łamać prawo, można nie wypłacać rolnikom odszkodowań, można okłamywać, robić fikcyjne inwentaryzacje, ale wtedy już sąd bierze na siebie odpowiedzialność. Ja uważam, że postąpiłem słusznie. Materiał dowodowy, który do mnie trafił był wystarczający, żeby tym panom podziękować. Przykładem jest nowy dzierżawca i uważam, że dobrze gospodaruje, rolnicy są zadowoleni. Myśliwi powinni przestrzegać zasad współżycia społecznego, a nie konfliktować się ze społeczeństwem.

Minęło 1,5 roku Pana jako starosty. Jakieś podsumowanie? Wiadomo, że zaczęło się budować więcej, bo to widać.

Zaczęliśmy sięgać po pieniądze, które można jeszcze uzyskać. Budżet unijny do 2020 roku daje pewne możliwości, później na pewno będzie dużo gorzej. Ja starałem się tylko przekonać pracowników i osoby, które przygotowywały do tej pory wnioski aplikacyjne, zmobilizowałem ich do jeszcze lepszych działań i zmieniliśmy trochę formułę. Wcześniej w starostwie był wydział rozwoju i promocji. Moim zdaniem miał on z rozwojem niewiele wspólnego. Tak się złożyło, że dyrektor tego wydziału akurat w tym okresie odchodziła na emeryturę, więc w to miejsce nie zatrudnialiśmy już nikogo, wydział został zlikwidowany. Teraz nawiązaliśmy współpracę w kwestii przygotowywania projektów z panem z Lublina, który w tym przedmiocie obsługuje też kilka innych gmin. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego pracy. Jest bardzo skuteczny w przygotowywaniu wniosków.

Priorytetową inwestycją jest Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Tutaj prace są już bardzo mocno zaawansowane. NFZ co 5 lat aplikuje kontrakty i my, żeby już teraz otrzymać taki kontrakt, uruchomiliśmy mini ZOL przy ulicy Wiejskiej dla 15 pacjentów. Już dziś jest obłożony, co pokazuje, jak bardzo duża jest potrzeba na uruchamianie takich placówek. W chwili obecnej ukończona jest cała dokumentacja na rozbudowę budynku po byłej szkole w Łózkach. Tam chcemy uruchomić duży zakład na 95 łóżek.

Ten kontrakt, który już teraz mamy, możemy w każdej chwili zwiększyć. Najprawdopodobniej w listopadzie Urząd Marszałkowski ogłosi nabór na tego typu placówki, będziemy aplikować wniosek. Liczę, że przez zimę procedura zostanie przeprowadzona, a na wiosnę będziemy ogłaszać przetarg na wyłonienie wykonawców.

Jest jeszcze jakaś inna priorytetowa inwestycja?

Budynek starostwa. Jesteśmy po wstępnych, oficjalnych rozmowach z Marszałkiem Województwa . Padła deklaracja ze strony urzędu Marszałkowskiego, że sprzedadzą nam budynek na Warszawskiej. Na chwilę obecną trwają rozmowy i dyskusje, czy będzie to całość czy część. Dla nas wystarczy nawet 52%. Dlaczego tyle? Dlatego by samodzielnie podejmować decyzje dotyczące remontów czy aplikowania o środki. Na nasze potrzeby wystarczy połowa budynku. W obecnym miejscu nie da się pracować, współczuje pracownikom i mieszkańcom, którzy tutaj przychodzą. Latem jest gorąco, temperatura wynosiła nawet 36-38 stopni. Ludzie szli wcześniej do domu, bo nie byli w stanie pracować. Uważam, że to wielki wstyd, że przez tyle lat funkcjonowania powiat nie ma swojej siedziby.

Był plan budowy…

Po wstępnych analizach okazało się, że są to pieniądze rzędu 15 mln zł. W sytuacji gdy mamy mnóstwo dziurawych dróg, budować budynek za 15 mln zł...

Kiedy możecie się przenieść?

Planujemy do końca października podjąć uchwały intencyjne. Przenosilibyśmy się w przyszłym roku.

Co z budynkiem przy ulicy Łomaskiej?

Budynek jest naszą własnością, wynajmujemy pomieszczenia. Zobaczymy jeszcze, na chwilę obecną jest w naszych zasobach. Ja wychodzę z założenia, że lepiej mieć, niż nie mieć. On na ten moment jest cały zagospodarowany, najemcy płacą czynsz, a powiat na tym zyskuje.

Podsumowując, te 1,5 roku było pracowitym okresem. Bardzo dużo projektów w różnych obszarach składaliśmy. Przejęliśmy budynki po szkole w Łózkach, w Maniach . Myślę, że w październiku będzie rozstrzygnięcie wniosku na 2,5 mln zł. Chcemy adaptować budynek w Maniach i przenieść tam Dom Dziecka z Komarna. Od 2018 roku zmieniają się przepisy co do ilości uczestników . Dla 14 uczestników otrzymywanie takiego obiektu byłoby nie ekonomiczne.

Skoro jesteśmy przy inwestycjach, przeciwnicy wytaczają armaty, że zmienił się starosta, zmieniły się priorytety, teraz Drelów i Międzyrzec na tym korzysta.

Ja takie informacje słyszę, ale się z tego śmieję. To jest bzdura. Dlaczego ktoś może tak mówić? Pewnie bardzo bolała niektórych droga Szachy–Rogoźnica i Rogoźnica–Zawadki. Przygotowując całą koncepcję i wniosek, trzeba było wybrać takie drogi, które miały szansę uzyskania odpowiedniej punktacji, bo jak wiadomo, dofinansowanie otrzymuje droga, która uzyska odpowiednią liczbę punktów. Dlaczego była to tamta droga? Przede wszystkim krzyżowała się z drogą krajową, za co były dodatkowe punkty, łączyła granicę z innym województwem.

4 września złożyliśmy projekt transgraniczny Polska-Białoruś-Ukraina, na drogę Tuczna-Matiaszówka, która jest w fatalnym stanie. Racjonalnie ze służbami siadamy i oceniamy, która droga ma szansę dostać dofinansowanie. Można się napracować, wydać pieniądze na dokumentacje projektową. Ktoś musi opracować i przygotować wnioski, a okaże się, że ta inwestycja dofinansowania nie dostanie, co można było przewidzieć. Każdy, kto pracuje w tej branży, potrafi to ocenić.

Jak się udały dożynki?

Uważam, że poza pogodą było bardzo fajnie. Mieliśmy wątpliwości i zastanawialiśmy się, czy dożynki organizować, z racji tego, że mamy na terenie powiatu poważny problem z ASF. Uznałem, że trzeba rolnikom podziękować za ich pracę.

Zabrakło jednej gminy. To jakiś spór?

Myślę, że wszyscy wiemy jaki jest wójt Janowa Podlaskiego, Jacek Hura. Ja osobiście absolutnie nie mam nic do niego. Problem zaczął się od tego, że pan wójt wystąpił z propozycją budowy drogi do Ostrowia. Komisja Gospodarki Infrastruktury stała na stanowisku, by budować drogę od Ossówki w stronę Janowa Podlaskiego. Ja muszę w sposób obiektywny i uczciwy zgodzić się z decyzją komisji, bo ta droga jest bardziej uczęszczana – mamy stadninę, Zamek Biskupi. Do Ostrowia pewnie też by należało drogę zrobić. Pan wójt uparł się i powiedział, że nie dołoży do drogi od Ossówki w stronę Janowa.

Przyjechał na sesję z wystąpieniem, które nie wiem czemu miało służyć. Próbował dyskredytować radnych, mówił, że to nie komisja powinna o tym decydować. Ja się z tym nie zgadzam, bo wszyscy wiemy, że rada powiatu jest organem stanowiącym, a komisje są organem rady, a z kolei zarząd powiatu i starosta to organ wykonawczy. Pan wójt chyba pomylił kompetencje, ale nie chcę tu absolutnie oceniać. Szkoda, bo gdyby była pozytywna decyzja, to na pewno byśmy drogę od Ossówki w stronę Janowa zrobili. Uważam, że jest ona bardzo potrzebna.
KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.