Tam wojna odcisnęła potężne piętno. Umierali z głodu i chorób, innych mordowano (FOTO, WIDEO)
Autor: Klaudia Chmiel
Data publikacji: 13.04.2018, 18.30
fot. KCH
O jeńcach radzieckich zamordowanych przez hitlerowców podczas II Wojny Światowej mało kto już pamięta. Mówi się, że na ziemiach powiatu bialskiego pochowanych jest nawet 124 tys. osób. Jednym z takich miejsc jest las we wsi Kaliłów (gm. Biała Podlaska).
Na polach Kaliłowa i Woskrzenic Dużych w 1941 roku znajdował się sektor „C” obozu jenieckiego Frontstalag 307. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy by przez te tereny „przewinęło się” około 250 tys. więźniów.

W obozie umieszczano jeńców Armii Czerwonej, ale także wielu cywili, a wśród nich kobiety i dzieci. Ludzie wobec ofensywy wojsk niemieckich uciekali na wschód wraz z armią. Cześć tych osób to Polacy, przedwojenni mieszkańcy Brześcia i okolic.

Jeśli chodzi o Kaliłów, tam pochowano około 40 tys. takich osób. Ale to nie jedyny cmentarz jeniecki w tym regionie – nie należy zapominać o zbiorowych mogiłach w Holi, Husince czy na polach Woskrzenic Dużych, gdzie również zginęły dziesiątki tysięcy ludzi.

Większość jeńców umierała z wycieńczenia, głodu i chorób. Innych po prostu zamordowano podczas likwidacji obozów. Setki osób zastrzelono w czasie licznych prób ucieczek z obozów. Sposób traktowania jeńców radzieckich, czyli głodzenie i trzymanie pod gołym niebem było zaplanowaną metodą eksterminacji.

W 2012 roku Związek Młodzieży Wiejskiej w Białej Podlaskiej podjął współpracę z Białoruskim Republikańskim Związkiem Młodzieży. Grzegorz Siemakowicz, prezes ZMW wyjaśnia, że chwilę po reaktywowaniu organizacji chciał nieco uporządkować mogiły jenieckie, pozostałe na terenie bialskiej gminy, po wcześniej wspomnianych obozach Frontstalagu 307.

Warto również wspomnieć, że prezes ZMW w 2011 roku obronił pracę magisterską, w której poruszył temat obozów jenieckich w powiecie bialskim. Podczas zbierania materiałów do pracy odwiedzał wszystkie miejsca pochówku jeńców. Wtedy obiecał sobie, że doprowadzi je do należytego stanu.

Grzegorz Siemakowicz zwrócił się do włodarza gminy z pytaniem o możliwość rozpoczęcia prac porządkowych. Wkrótce okazało się, że identyczną prośbę do wójta wystosował Białoruski Republikański Związek Młodzieży (BRSM) z Brześcia.

Zorganizowano specjalne spotkanie. Wzięli w nim udział Wiesław Panasiuk - wójt gminy, Grzegorz Siemakowicz - prezes ZMW, Wiktor Iwanow - prezes BRSM oraz Aleksander Łozicki - Konsul Republiki Białorusi w Białej Podlaskiej. Wspólnie ustalono, że porządki na cmentarzach rozpoczną się od tego znajdującego się w kaliłowskim lesie.

W pracach uczestniczyło po kilkanaście osób ze strony białoruskiej i polskiej. W porządkowaniu pomagał też Józef Litwiniuk z Woskrzenic Dużych, który będąc 16-letnim młodzieńcem został zatrudniony przez Niemców do wywożenia zwłok z obozu.

Na tym nie zakończyła się współpraca pomiędzy ZMW a BRSM. Jeszcze w tym samym roku wspólnie rozpoczęto prace przy masowych mogiłach w lesie husińskim. Oprócz tego obie strony – białoruska i polska – uczestniczyły w rekonstrukcji obrony Twierdzy Brzeskiej.

Na kolejnym spotkaniu ustalono, że w maju 2013 roku w Kaliłowie przy drodze prowadzącej do cmentarza zostanie ustawiona para 5-metrowych stalowych krzyży – prawosławny i katolicki. A przy nich pamiątkowa tablica.  Podobne symbole ustawiono także w Husince przy drodze pomiędzy grobami, a także w Woskrzenicach Dużych.

– Co roku koledzy z Białorusi przyjeżdżają do nas w kwietniu. Odkąd współpracujemy porządkujemy któryś z tych cmentarzy. Po uporządkowaniu zawsze mamy spotkanie organizacyjne. Później jeździmy na Białoruś, gdzie odwiedzamy polskie cmentarze – wyjaśnia Grzegorz Siemakowicz, prezes Związku Młodzieży Wiejskiej. – Dzięki temu, że u nas dbamy o groby jeńców radzieckich, bez problemu możemy odwiedzać i dbać o groby polskich żołnierzy w Brześciu czy okolicach.

W tym roku na początku kwietnia również polska i białoruska młodzież wzięła się za porządki. Tym razem prace odbywały się przy masowej mogile w lesie w Kaliłowie. – Jesteśmy w miejscu, gdzie wojna odcisnęła potężne piętno. W naszej gminie takich miejsc jest kilkanaście. Od kilku lat my, jako administracja, umożliwiamy czy też włączamy się we wszystkie prace porządkowe. Wszystko po to, by zachować pamięć o miejscach, gdzie pochowanych jest tysiące ludzi – mówi Waldemar Danieluk z Urzędu Gminy Biała Podlaska. – Chcemy, by te miejsca zostały miejscami pamięci dla wszystkich pokoleń.



– Kiedy zaczynaliśmy współpracować sześć lat temu, nie było nas tak wielu. Z czasem jednak to wszystko się rozwijało, a teraz działamy już w 30 osób. Pomimo tego, że na pomniku nie ma wymienionych imion i nazwisk, myślę, że dalej będziemy działać razem by zachować pamięć o tych ludziach – tłumaczy Wiktor Iwanow, prezes Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży. – Tutaj pochowano 40 tys. osób. Każda z nich miała swoją rodzinę, swoje życie i plany na przyszłość. To wszystko przerwała wojna i dzicz hitlerowska.

Głos zabrał również Marek Sulima, radny powiatu bialskiego. – Historie są trudne, ale śmierć dotyka każdego z nas. Ludzie, którzy tutaj polegli są na obcej ziemi. Oni tego nie wybierali, tak ich posłał los. Po śmierci jest bardzo ważne by czcić tych ludzi, bohaterów. Na ziemi bialskiej odbyła się wielka tragedia. Zginęło ponad 120 tys. osób. To niewyobrażalne.

Jako ciekawostkę załączamy formularz obozowy jeńca z Frontstalagu 307. Andrzej Paszkiewicz był Polakiem, cywilnym mieszkańcem Brześcia. Do niewoli trafił 24 czerwca 1941 roku. Takich kart zachowało się około 8-9 tysięcy.




Źródło skanu: Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej


KOMENTARZE
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usługi zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.